15 lat w jednym paluszku…

To możliwe jeśli tym paluszkiem jest Energizer Ultimate Lithium.

Firma Spear One na targach CES zaprezentowała telefon komórkowy, który na tej baterii wytrzyma 15 lat!!

Nie jest to smartfon, nie ma Windowsa ani Androida, nie ma polifonicznych dzwonków, kamery, nie ma nawet… wyświetlacza. Ale ma klawiaturę zawsze gotową do użytku.

Urządzenie ma się przydać wszędzie tam gdzie z prądem krucho. Ma być ostatnią deską ratunku – wszystko inne zawiedzie a on będzie czuwał. Możesz go trzymać na działce w szufladzie lub w samochodzie w apteczce. Właściwie teraz potrzeba kart SIM, które nie  stracą ważności, bo co nam po telefonie jeśli karta prepaid w najlepszym wypadku traci ważność po roku…

Telefon ma być w sprzedaży już w marcu na wszystkich kontynentach (czytaj: w Polsce także). Czy to dobry pomysł? Wydaje się, że tak, ale rynek pokaże prawdę.


 

Posted in Nowinki | Tagged | Możliwość komentowania 15 lat w jednym paluszku… została wyłączona

Nie dla ACTA?

W końcówce 2010 roku niektóre gazety poinformowały o pracach Rady UE nad przystąpieniem do ACTA:

Celem ACTA jest nawiązanie międzynarodowej współpracy, aby poprawić egzekwowanie prawa własności intelektualnej i stworzyć międzynarodowe standardy działań przeciw naruszaniu własności intelektualnej na dużą skalę. Negocjacje zakończyły się w listopadzie 2010 r.

A jak wyszło?
Mógłbym rzec: „Jak zwykle”. Zbiurokratyzowana Unia nawet nie zauważa jak ACTA nas niszczy – jeśli nie natychmiast to wkrótce:

Dokument ten, wbrew pozorom, nie dotyczy tylko Internetu ale ogólnie przeciwdziałaniu obrotowi podróbkami – w sieci ale przede wszystkim w realu. ACTA jasno reguluje co jest oryginałem, a co nie. Otóż oryginał, to towar opatentowany. Historia uczy że patent nie zawsze (a może rzadko) należy do tego kto faktycznie wpadł na pomysł a do tego kto ma więcej kasy na to by zarejestrować patent. Tak się dziś składa, że większość patentów jest w posiadaniu wielkich korporacji, głównie amerykańskich. Nie dziwi fakt, że starają się doprowadzić do ochrony swoich inwestycji – dla nas jednak jest to skrajnie niekorzystne.

Nie będziemy mogli niczego wyprodukować bez zakupu licencji od wielkich korporacji, bo będziemy odpowiadać za piractwo, czyli będziemy biedni ponieważ licencje są tak drogie, że nie uda się sprzedać niczego taniej od nich. Będzie to miało wpływ na wiele gałęzi przemysłu – na przykład przemysł około-samochodowy. Nie kupimy tanich części zamiennych (a przecież nie tak dawno Unia stoczyła wielką batalię z producentami auto o „zamienniki” i ich wykorzystanie). To samo dotyczy przemysłu IT (tu też dwa lata temu odbyła się wielka wojna Microsoft versus UE – było 0:1 dla nas, a teraz?). Nie mamy żadnych patentów z tej branży. Nawet rolnictwo ucierpi, ponieważ licencje na żywność modyfikowaną genetycznie mają tylko amerykanie. Kraje jak Chiny, Rosja czy Indie nie podpisały tego dokumentu. Tam gospodarka idzie do przodu i będzie szła. To oni będą konkurencją dla zachodu. Gdy ratyfikujemy ACTA stracimy również całkowitą kontrolę nad wydobyciem gazu łupkowego – licencje na technologie wydobycia mają tylko amerykanie. Czyli nie zrobimy nic bez amerykanów…

No a co z tym Internetem?
Art.27, paragrafy 1-8 to zapisy przeciw którym podniósł się taki protest.
Wynika z nich, że dostawcy usług internetowych zobowiązani sią do monitorowania zachowań internautów a także, w określonych sytuacja do ujawniania danych posiadaczom praw własności, których prawa mogły zostać naruszone. Jakby tego było mało istnieje możliwość usuwania bez wyroku sądu treści uznanych za pirackie (art. 26 i 27).

Przeniesienie odpowiedzialności za treść na właściciela serwisu stwarza szereg problemów prawnych, które właściwie uniemożliwiają prowadzenie jakiegokolwiek serwisu:
Mogę np. na Allegro wystawić aukcję zawierającą treść objętą prawami autorskimi i kto za to odpowie w pierwszej kolejności? Za treść każdego z moich maili odpowiada dostawca. A przecież za dostarczanie maili do adresata może być po drodze odpowiedzialnych kilka podmiotów… Gdyby nie powaga problemu uznałbym to nawet za zabawny bubel prawny ale nie jest mi do śmiechu…

Sam dokument nie jest ogromny, warto go przeczytać:
http://bi.gazeta.pl/im/3/11015/m11015223,ACTA.pdf

Teraz trochę na osłodę:
ACTA to umowa handlowa i sama jako taka nie stanowi prawa w naszym kraju. Wszystkie postanowienia tego dokumentu oznaczają jedynie konieczność przygotowania i utrzymywania określonych procedur prawnych. Z pewnością 99% tych procedur działa już u nas z powodzeniem od lat. Przecież niezależnie od ACTA kopiowanie muzyki, filmów, książek jest nielegalne.
Mimo iż umowa ta nie tworzy praw w kraju to tworzy prawa dla innych krajów. Stronami umowy są państwa. Każda ze stron nabywa uprawnienia dochodzenia różnych praw. Polska to mały kraj – są koncerny, które mogłyby kupić nas w całości. Na podstawie tej umowy mogą one dochodzić praw od osób i firm z Polski i z łatwością może się zdarzyć tak, że samo honorarium prawników tej firmy może być wyższe niż największy wyrok dotychczas wydany w naszym kraju.
Dodatkowo umowa ta stanowi klimat i podstawę do wprowadzania dodatkowych bublo-ustaw, które pod przykrywką: „bo Unia każe” ograniczą nasze prawa albo spowodują podrożenie i tak najdroższego w Europie Internetu…

Lektura pomocnicza:

http://wiadomosci.wp.pl/title,Walcza-w-cieniu-o-swoje-interesy-chca-naszej-wolnosci,wid,14217978,wiadomosc.html?ticaid=1dda0&_ticrsn=3

 

Jeśli nie chcesz ACTA to zapisz się, może uda się zorganizować referendum:

http://www.jestemprzeciwacta.pl/
Niniejszym oświadczam że jestem autorem artykułu, choć napisałem go na podstawie innych dokumentów, pism i utworów to nie używałem techniki kopiuj/wklej a w zamian użyłem intelektu by poskładać zdania na nowo uzyskując nową treść i nową jakość. W świetle tego utwór ten stanowi przedmiot prawa własności intelektualnej i jest chroniony nawet w Ameryce… Zezwalam na jego kopiowanie w całości lub części z zachowaniem niezbywalnych praw autorskich.

Posted in Przemyślenia | Tagged , | Możliwość komentowania Nie dla ACTA? została wyłączona

Niebywała miniaturyzacja

Mysz i klawiaturę podłączysz przez Bluetooth. Z siecią połączysz się poprzez wi-fi, a pliki umieścisz karcie pamięci microSD, w którą wyposażono urządzenie.

Komputer o nazwie kodowej Cotton Candy, norweskiej firmy XFI jest na razie prototypem, jednak w pełni działającym. Na jego pokładzie znajduje się 2-rdzeniowy układ Exynos taktowany zegarem 1,2 GHz, czyli taki sam jak w Galaxy S II. To oznacza, że urządzenie nie ma żadnych problemów z wyświetlaniem materiałów Full HD.

Gdy podłączysz go do komputera z Windows lub OS X, w nowym oknie możesz uruchomić Androida 2.3. Nie ma też problemu z przenoszeniem plików pomiędzy systemem operacyjnym, a zainstalowanym Androidem – będzie on widoczny jako pamięć USB.

Nie masz myszy i klawiatury na Bluetooth? Spokojnie, XFI ma złącze USB, a klawiatura i mysz mogą zostać podłączone przez HUB-a USB. Ponadto niebawem pojawi się Windows 8 zgodny z architekturą ARM, a to oznacza zupełnie nowe znaczenie zwrotu „komputer przenośny”…

Posted in Nowinki | Tagged , | Możliwość komentowania Niebywała miniaturyzacja została wyłączona

Bezpieczeństwo przede wszystkim.

Zabezpieczenia są ważne ale czy czasem nie wylewamy dziecka z kąpielą?

Jako urodzony poznaniak lubię zaoszczędzić czasem, więc jeżdżę samochodem na gaz.

W Polsce nie jest dozwolone samodzielne tankowanie gazu. Za każdym razem musi przyjść pracownik i wykonać czynność tankowania. O takim przepisie zadecydowały względy bezpieczeństwa. Podobnie jak i o tym, że gaz można tankować jedynie za pomocą przycisku, który musi być przytrzymywany przez pracownika przez czas tankowania.

To nie takie łatwe: 8 godzin w pracy tankować pojazdy wciąż trzymając guzik. Auta z butlami o dużej pojemności nie są u nas rzadkością – tankowanie trwa kilkanaście minut. Czy można się dziwić ludziom, że szukają ułatwień? Czego ja już nie widziałem: kij od miotły trzymający przycisk, sprężynę od słoika, zakleszczone wykałaczki, ciężarek 5 kilogramowy…  Pomysłowość ludzka nie ma granic…

BezpieczeństwoTeraz pytanie: Czy to bezpieczne? Czy ktoś nie przesadził. Twórcy przepisu nie pomyśleli ani nie wyciągają wniosków na bieżąco. Wylali dziecko z kąpielą i nawet tego nie widzą. Tworząc przepis spowodowali zagrożenie. Być może nic nigdy złego nie wydarzy jednak mnie niepokoi taka sytuacja. Zastanawiam się nad tym ile takich nieprzemyślanych zasad w naszym życiu istnieje…

Przykład powyższy – chyba obrazowy –  nie ma wiele wspólnego z informatyką, więc żeby nie oddalać się od nurtu IT zbytnio podam bliższy:

Generalny Inspektor Ochrony danych osobowych ustawowo zmusza wszystkich administratorów baz danych osobowych (czyli w praktyce wszystkich, którzy naliczają wynagrodzenia – większość firm w Polsce) do tego aby raz na 30 dni zmieniane były hasła dostępu do tej bazy.  W większości firm ta zasada nie jest stosowana ale tam gdzie jest przyprawia o zawrót głowy osoby odpowiedzialne za kadry-płace gdyż nie rzadko logują się do programu właśnie raz na miesiąc po to by musieć zmienić hasło. Jaki jest tego efekt? Łatwo zgadnąć: hasła są zapisywane na kartkach w szufladzie, albo mają zmienną jedynie końcówkę (typu 01, 02, 03 itd) lub są zmieniane na takie samo jakie już było gdyż ustawa nie stwierdza wprost, że hasło musi być róże, ergo: może być takie samo.

W ten sposób ponownie ktoś wylał dziecko z kąpielą i tego nie zauważył.

Bezpieczeństwo przede wszystkim jednak naprawdę najważniejsze jest by zasady tego bezpieczeństwa dało się znieść. Zawsze konieczny jest tu właściwy kompromis.

Wydaje mi się, że rozumieją to banki. Dobrym przykładem jest tu możliwość zmiany pinu na karcie. Każdy ma ich kilka – pamiętanie kilku pinów dla wielu z nas jest trudne – zaczynamy sobie je zapisywać – najlepiej tam gdzie nie zniknie: na karcie :).  Banki to dostrzegły i umożliwyły zmianę pinu. Możesz mieć do wszystkich kart jeden i ten sam. Nie jest to w 100% bezpieczne ale lepsze to niż zapisywanie…

Przykłady oczywiście można mnożyć. Zarówno pozytywne jak i negatywne. Pamiętajmy – nie dajmy się zwariować. Zastanówmy się czy żądanie bezpieczeństwa nie przekroczy granicy absurdu i nie spowoduje efektu odwrotnego.

 

 

Posted in Przemyślenia | Tagged | Możliwość komentowania Bezpieczeństwo przede wszystkim. została wyłączona

Nadchodzi zagłada Microsoftu – Chromebook

Samsung Chromebook

Samsung Chromebook

Odpuść sobie czekanie, zapomnij o instalacji, wyrzuć wszystkie podręczniki tylko zaloguj się on-line i twórz, dziel się i baw się, bo wszystko jest szybsze i łatwiejsze na Chromebooku.

 

Startuje w 8 sekund. Waży około 1,5kg (bez baterii). Opiera się o oszczędny procesor Intel Atom oraz równie oszczędny dysk SSD. Do wyboru jest kilka modeli w cenach od 350$ do 500$. Dostępny jak na razie jedynie w Stanach.

Wygląda na to, że gigant spełnił prawie wszystkie obietnice. Prawie, bo ta cena na rynku amerykańskim nie jest niczym szczególnym. W takich cenach można wybierać spośród wielu modeli w różnych sklepach.

Zobaczymy jak ukształtuje się cena w Europie i Polsce ale nie spodziewałbym się rewolucji…

Zapowiedzi były bardzo odważne a wyszło jak zwykle 🙂

Niestety w dziedzinie sprzętu, na razie, karty są rozdane. Wiele się pozornie zmienia, ale ceny wszystkich producentów są zbliżone, bo i koszty są zbliżone. Większość komponentów produkują te same fabryki opatrując tylko różnymi naklejkami. Od czasu do czasu karmi się nas opowieściami o pożarze lub zalanej fabryce i szybciutko, w ciągu kilku godzin, podnosi się drastycznie ceny, które z upływem czasu są żyłowane przez rynek… aż do następnej katastrofy…

A system Chromium?

Próby w naszym laboratorium nie były zbyt udane. Próbowaliśmy betę, próbowaliśmy wersje późniejsze. Nie poszło za dobrze, ale też trzeba powiedzieć, że Google wybrał kilku producentów, przetestował 6 konfiguracji i na nich prawdopodobnie działa sprawnie i dobrze – niczym Android na smartfonach.

System oparty jest głównie o chmurę a to ma swoje konsekwencje: masz zasięg internetu to „jesteś w domu”, a jak nie masz – to lepiej kup innego laptopa. Jest nadal wiele miejsc gdzie SZYBKI internet ciągle jest kłopotem i prawdopodobnie pozostanie kłopotem. Bywa, że jest tak wolny, że wrzucenie pliku z notatkami, czy fotki kilkumegowej, albo artykułu PDF graniczy z cudem. W takich warunkach pracować jedynie w oparciu o sieć się nie da.

Samsung Chromebook

Samsung Chromebook w dwóch kolorach

Google najwyraźniej podąża ścieżką Apple (co raz częściej wprowadza usługi płatne – pieniądze z reklam już nie wystarczą). Trochę kluczy i trochę modyfikuje ale tendencja jest ta sama. A skoro i Microsoft zmierza w tą samą stronę to oznacza, że na wszechobecne chmury jesteśmy skazani. Czekają nas czasy pozbycia się dysków, archiwów a za to będziemy odwiedzać wirtualne biblioteki i przechowalnie plików, muzyki, filmów… Z komputerów znikną nam aplikacje bo te też będą w chmurze…

Jak mówi stare chińskie przekleństwo: „obyś żył w ciekawszych czasach”. Wygląda na to że następują. Wszyscy ludzie przywiązani do swoich danych, zbiorów plików, linków, zdjęć i musyki – drżyjcie. 🙂 Ciekawe co będzie kiedy będę chciał przesiąść się (właściwie trzeba zmienić też język: przeskoczyć) z jednej chmury na drugą?…

 

Niby każdy wie czym jest chmura, ale czym jest „komputerowa chmura”? – jeśli nie wiesz lub masz wątpliwości, to TU jest bardzo dobry artykuł, który Ci polecam.

 

Łukasz Lech

Posted in Nowinki, Przemyślenia | Tagged , , | Możliwość komentowania Nadchodzi zagłada Microsoftu – Chromebook została wyłączona

Są Tablety, można fetować?

„Co? Kolejny przykład bojkotu ceremonii wręczania jednej z najbardziej pożądanych nagród na świecie?” – myśli sobie król Szwecji. Otóż nie! Nagroda została już odebrana – to kres rozmyślań, działań, ledwo nowoczesnej cywilizacji? Laureatka, sztuczna inteligencja zapewnia, że nie.

Tym trochę futurystycznym wstępem, chcemy zobrazować fakt, że technologia komputerowa rozwija się tak zawrotnie, że z rzadka zważa na swoje szybkie tempo ewolucji.  Ewolucji, która niczym ładunek elektryczny krąży wokół literki R, raz obwołując się rewolucją, a raz jej uboższą siostrą. Gdy na biegunach informatyki przybiera na sile pewne rozwiązanie – ma to zawsze znamiona rewolucji.  Jak długiej?

Technorewolta rozbłyskująca jak supernova, w łunie coraz bliższej rzeczywirtualności – marzy się programistom, projektanckim designerom za pociągnięciem cyngla LPM. Click i nic? Jak nie teraz, to później. Póki co, wystarczą słowa: Asus seria Eee Pad.

Zefirek ożywczego, komputerowego tsunami napływa z Tajwanu, w postaci wielce intrygujących tabletów Asusa Eee Pad:  Transformera, Slidera, Slate EP12, MeMO. Słów kilka o tych czterech modelach.

Asus EEE pad sliderDosłownie i  w przenośni – to multimedialne cacka. 10,1-calowy ekran dotykowy z wysuwaną klawiaturą wyspową oferuje Asus Slider. Łączy on tablet z netbookiem i aparatem.  Jego serce napędowe to dwurdzeniowy procesor Tegra 2 (by Nvidia), a na nim – udostępnia on swój inwentarz systemem Android 3.0 (Honeycomb).  Dwie kamerki (przednia i tylna) umożliwiają robienie zdjęć, a także prowadzenie wideorozmów. Moduł 3G umożliwia komunikację na łączach Internetu, tym samym powodując, że nie trzeba dodatkowych pytań wobec tego modelu.

Połączenie netbooka i interaktywnej kartki.  Asus Eee Pad Memo to mobil oparty na technologii 3D (okulary z trójwymiarowych kin można wrzucić do pustego pudełka po popcornie). Dba o to ekran 3D IPS 7,1 cala, który zapewnia trójwymiarowy obraz, bez krzty jakiegokolwiek kruczka czy gwiazdki z przypisem, iż to tak nie do końca.  Memo posiada złącze Micro HDMI, oparty jest na systemie Android 3.0. Tablet ten jest najmniejszy z wszystkich czterech sygnowanych marką Asusa.

Kolejny tabletem Asusa jest model Slate EP121 – to urządzenie łączące w sobie funkcjonalność i wygodę. Całość przydatnych aplikacji zamknięta we wnętrzu, dostępna na powierzchni dotykowego ekranu. Procesorem użytym do gotowości działań na tablecie jest Intel Core i5. Ekran o rozdzielczości 1280×800 ma duży kąt widzenia (178°), a 12,1 cala pozwala nie zmęczyć oka. Dodatkowo tablet osadzony jest w architekturze systemu Windows 7 Home Premium. Zakres pojemności urządzenia pamięci masowej oscyluje pomiędzy 32 a 64GB, RAM DDR3 rozszerzalny jest do 4GB. 2 porty USB, złącze mini-HDMI, moduł WI-FI i kamerka 2 mpx umożliwiają rozległą komunikację. Bardzo ciekawie wygląda rysik-pióro świetlne będące wyzywaniem dla alternatywy: klawiatury bluetooth – stacji dokującej tableto-ekranu. Akumulator starcza nawet do 10 godzin używania. Gra muzyka.

Asus EEE Pad TransformerTransformer zaś posiada klawiaturę i oraz dawkę Slim-Fastu, która wyszła mu na dobre – lekki, płaski, cienki. Klawiaturę-stację dokującą możemy odpiąć i samym ekranem dotykowym 10,1’ komunikować się z dobrodziejstwami systemu Android 3, pracującym na chipsecie NVIDIA Tegra 2. Kamerki 1,2 i 5 mpx, port mini-HDMI to oczy tabletu zogniskowane na dioptrię typu HD. Multimedialnych doznań starcza na 10, a nawet na 16 godzin (ze stacją), więc wszystko w palcach użytkownika (podłączenie… klawiatury doładowuje ekran).

Droga minimalizmu jak zawsze z początku jest droga. Niekwestionowany design, elegancja, rozrywka, funkcjonalność, wygoda – należy spodziewać się, że tablety Asusa to nie szczytowe osiągnięcie techniki, lecz zdecydowany krok ku ciągle niesprecyzowanej przyszłości marzeń.

 

Blażej Polcyn
Posted in Nowinki | Tagged , , | Możliwość komentowania Są Tablety, można fetować? została wyłączona